Pół żartem

8 rzeczy, które robiłbym jako pączek

Czyta się około: 3 minuty

zdjęcie do artykułu

Pewnie miałbym hotline bling jak ten singiel Drake’a, który grali w czasach nim go Kendrick zjadł i zdeptał. Wiódłbym życie raczej krótkie, ale pełne lukru i łamałbym nawet tych, co stronią od cukru. I co jeszcze?

Zasmakowałbym życia celebryty, a inni smakowaliby mnie

 

Jako tłustoczwartkowy pączek, byłbym na językach i zapychał usta wszystkich. W tym szczególnym dniu, o randze święta co najmniej narodowego, wszyscy pytają o to samo. Gdzie kupić pączka? Do której sprzedają pączki? Ile zjesz pączków? W jakich smakach są pączki? Na te pytania nie ma jasnych odpowiedzi. Chyba, że szuka się ich u samego źródła. A ja byłbym pączkiem, który chętnie udziela niezbędnych informacji.

 

 

Byłbym nadziewany różą

 

Dziś piekarnie rzemieślnicze usiłują wmówić Ci, że bezglutenowy donut nadziewany pastą z wędzonego kakao, obtoczony w umamicznej polewie i wykończony marakujowym icingiem jest tym, czego potrzebujesz w Tłusty Czwartek. Nie wierz im. Lepsze jest wrogiem dobrego. Znany i lubiany pączek z różą nie potrzebuje aż tak wielopoziomowej narracji i jakoś radzi sobie wzorowo.

 

 

Robiłbym sobie jaja z zaburzeń odżywiania

 

Żaden specjalista nie diagnozował mnie pod kątem bulimii lub anoreksji, ale na podstawie własnych obserwacji śmiało mogę stwierdzić, że z jedzeniem mam co najmniej niezdrową relację. 

 

Aby zanadto nie rozwijać tego eufemizmu powiem tyle, że od roku męczy mnie potrzeba zgubienia kilku kilogramów. Mimo, że jestem silny i sprawny, to moja okrągła buzia wywołuje we mnie dreszcz niechęci, ilekroć widzę ją na zdjęciach. 

 

Z tego względu, przez ostatnie 3 dni, około 17 jadłem swój pierwszy i ostatni posiłek. Składało się na niego 4-5 pączków w losowych smakach. Dziś dręczą mnie wyrzuty sumienia, lecz gdybym z łasucha zamienił się w słodycz, wszelkie kompulsje żywieniowe straciłby swój apetyt. Co najwyżej sam byłbym ich powodem. Decydowałbym, czy zdjąć je z nieszczęśliwca skażonego wewnętrznym głodem, czy może podsycić go u dziecka nieumiarkowanego w jedzeniu i piciu. Byłbym katem tudzież zbawcą, a w formie ludzkiej pozostaję ofiarą. Niezmiennie.

 

 

zdjęcie do artykułu

Źródło – @dj_projektuje

Obsypywałbym łysą głowę lub traktował ją lakierem

 

Świecąca, przetłuszczona czupryna w towarzystwie nie przejdzie niezauważona. Posiadaczowi takiej od razu wytyka się braki w savoir-vivre’u. Tak, jakby nikt nie mógł czasem zapomnieć o higienie. Co innego, gdy jesteś pączkiem. Wtedy nikt nie wytyka, że lepisz się od lukru. Albo że Twoja głowa mieni się pudrem jakby zaatakowała ją ostateczna forma łupieżu. Wszyscy dyskutują o tym z zapałem, zastanawiając się, która wersja jest lepsza. Moim zdaniem każda. Byle przygotowana przez kogoś schludnego.

 

 

Dziwiłbym się ludziom w kolejkach

 

Na instagramie widzę płatną reklamę pewnego konceptu cukierniczego. Ogłasza on, miesiąc przed Tłustym Czwartkiem, że jutro o 10:59 ruszają zapisy na pączkowe boxy! Rezerwacji dokonać można na dedykowanym landing page’u. Uwaga! Jednej osobie przysługują maksymalnie 2 małe boxy lub 1 duży. 

 

Następnego poranka, równo o 10:59, wchodzę na stronę. Tymczasem serwery nie wytrzymują. Wściekli ludzie piszą komentarze na Facebooku. Dają upust złości w relacjach. Myślę wtedy, że jako tłustoczwartkowy pączek może byłbym na świeczniku, lecz i tak doświadczałbym sugestywnej, wielkomiejskiej alienacji.

 

 

Nie próbowałbym spalić boczków

 

Zaokrąglałbym je z przyjemnością. Krągłość to największa chluba pączka — szczególnie gdy osiąga się ją przy pomocy legitnego smalcu.

 

 

Występowałbym w grupie, zamiast solo

 

W Tłusty Czwartek jakość sromotnie przegrywa z ilością. Nikogo nie interesuje, z ilu struktur składał się Twój pączek i jaką kompozycję smakową dowiózł. Tego dnia liczy się wynik. Świadczą o tym liczby sprzedanych pączków – zarówno tych z Biedry jak i od Gesslerowej.

 

 

Zastanawiał się, czy jestem tym jedynym

 

W Tłusty Czwartek wszyscy szukają Pączkowego Graala. Obficie nadzianego. Sprężystego. Idealnie zbalansowanego. Czy byłbym pączkiem doskonałym? Może przez chwilę. Podczas pierwszego i ostatniego kęsa. 

 

Lecz przecież ile piekarni, tyle pączków. Ile piekarzy, tyle receptur. Ile osiedli, tyle rzemieślniczych konceptów.

 

Dlatego suma summarum, przy tak olbrzymiej konkurencji byłbym pączkiem jednocześnie unikatowym i zwyczajnym. Takim, jakim jestem człowiekiem. Z jednym minusem. W zasadzie dwoma. A właściwie, to czterema.

 

Pączek, jak to pączek. Nie ma nóżek ani rączek.

zdjęcie do artykułu

Źródło – @dj_projektuje

Data publikacji: 12.02.2026

skopiowano do schowka
zdjęcie autora

Autor

Piotr Olejnik

Chcesz coś dodać?

Proszę bardzo 👇

oj coś nie pykło..., spróbuj jeszcze raz lub zgłoś problem: piotrolej@gmail.com

Pół żartem

czyta się 3 minuty

8 rzeczy, które robiłbym jako pączek

zdjęcie do artykułu

Źródło – @dj_projektuje

Pewnie miałbym hotline bling jak ten singiel Drake’a, który grali w czasach nim go Kendrick zjadł i zdeptał. Wiódłbym życie raczej krótkie, ale pełne lukru i łamałbym nawet tych, co stronią od cukru. I co jeszcze?

Zasmakowałbym życia celebryty, a inni smakowaliby mnie

 

Jako tłustoczwartkowy pączek, byłbym na językach i zapychał usta wszystkich. W tym szczególnym dniu, o randze święta co najmniej narodowego, wszyscy pytają o to samo. Gdzie kupić pączka? Do której sprzedają pączki? Ile zjesz pączków? W jakich smakach są pączki? Na te pytania nie ma jasnych odpowiedzi. Chyba, że szuka się ich u samego źródła. A ja byłbym pączkiem, który chętnie udziela niezbędnych informacji.

 

 

Byłbym nadziewany różą

 

Dziś piekarnie rzemieślnicze usiłują wmówić Ci, że bezglutenowy donut nadziewany pastą z wędzonego kakao, obtoczony w umamicznej polewie i wykończony marakujowym icingiem jest tym, czego potrzebujesz w Tłusty Czwartek. Nie wierz im. Lepsze jest wrogiem dobrego. Znany i lubiany pączek z różą nie potrzebuje aż tak wielopoziomowej narracji i jakoś radzi sobie wzorowo.

 

 

Robiłbym sobie jaja z zaburzeń odżywiania

 

Żaden specjalista nie diagnozował mnie pod kątem bulimii lub anoreksji, ale na podstawie własnych obserwacji śmiało mogę stwierdzić, że z jedzeniem mam co najmniej niezdrową relację. 

 

Aby zanadto nie rozwijać tego eufemizmu powiem tyle, że od roku męczy mnie potrzeba zgubienia kilku kilogramów. Mimo, że jestem silny i sprawny, to moja okrągła buzia wywołuje we mnie dreszcz niechęci, ilekroć widzę ją na zdjęciach. 

 

Z tego względu, przez ostatnie 3 dni, około 17 jadłem swój pierwszy i ostatni posiłek. Składało się na niego 4-5 pączków w losowych smakach. Dziś dręczą mnie wyrzuty sumienia, lecz gdybym z łasucha zamienił się w słodycz, wszelkie kompulsje żywieniowe straciłby swój apetyt. Co najwyżej sam byłbym ich powodem. Decydowałbym, czy zdjąć je z nieszczęśliwca skażonego wewnętrznym głodem, czy może podsycić go u dziecka nieumiarkowanego w jedzeniu i piciu. Byłbym katem tudzież zbawcą, a w formie ludzkiej pozostaję ofiarą. Niezmiennie.

 

 

zdjęcie do artykułu

Źródło – @dj_projektuje

Obsypywałbym łysą głowę lub traktował ją lakierem

 

Świecąca, przetłuszczona czupryna w towarzystwie nie przejdzie niezauważona. Posiadaczowi takiej od razu wytyka się braki w savoir-vivre’u. Tak, jakby nikt nie mógł czasem zapomnieć o higienie. Co innego, gdy jesteś pączkiem. Wtedy nikt nie wytyka, że lepisz się od lukru. Albo że Twoja głowa mieni się pudrem jakby zaatakowała ją ostateczna forma łupieżu. Wszyscy dyskutują o tym z zapałem, zastanawiając się, która wersja jest lepsza. Moim zdaniem każda. Byle przygotowana przez kogoś schludnego.

 

 

Dziwiłbym się ludziom w kolejkach

 

Na instagramie widzę płatną reklamę pewnego konceptu cukierniczego. Ogłasza on, miesiąc przed Tłustym Czwartkiem, że jutro o 10:59 ruszają zapisy na pączkowe boxy! Rezerwacji dokonać można na dedykowanym landing page’u. Uwaga! Jednej osobie przysługują maksymalnie 2 małe boxy lub 1 duży. 

 

Następnego poranka, równo o 10:59, wchodzę na stronę. Tymczasem serwery nie wytrzymują. Wściekli ludzie piszą komentarze na Facebooku. Dają upust złości w relacjach. Myślę wtedy, że jako tłustoczwartkowy pączek może byłbym na świeczniku, lecz i tak doświadczałbym sugestywnej, wielkomiejskiej alienacji.

 

 

Nie próbowałbym spalić boczków

 

Zaokrąglałbym je z przyjemnością. Krągłość to największa chluba pączka — szczególnie gdy osiąga się ją przy pomocy legitnego smalcu.

 

 

Występowałbym w grupie, zamiast solo

 

W Tłusty Czwartek jakość sromotnie przegrywa z ilością. Nikogo nie interesuje, z ilu struktur składał się Twój pączek i jaką kompozycję smakową dowiózł. Tego dnia liczy się wynik. Świadczą o tym liczby sprzedanych pączków – zarówno tych z Biedry jak i od Gesslerowej.

 

 

Zastanawiał się, czy jestem tym jedynym

 

W Tłusty Czwartek wszyscy szukają Pączkowego Graala. Obficie nadzianego. Sprężystego. Idealnie zbalansowanego. Czy byłbym pączkiem doskonałym? Może przez chwilę. Podczas pierwszego i ostatniego kęsa. 

 

Lecz przecież ile piekarni, tyle pączków. Ile piekarzy, tyle receptur. Ile osiedli, tyle rzemieślniczych konceptów.

 

Dlatego suma summarum, przy tak olbrzymiej konkurencji byłbym pączkiem jednocześnie unikatowym i zwyczajnym. Takim, jakim jestem człowiekiem. Z jednym minusem. W zasadzie dwoma. A właściwie, to czterema.

 

Pączek, jak to pączek. Nie ma nóżek ani rączek.

Źródło – @dj_projektuje

Data publikacji: 12.02.2026

skopiowano do schowka

Autor

Piotr Olejnik

Chcesz coś dodać?

Proszę bardzo 👇

oj coś nie pykło..., spróbuj jeszcze raz lub zgłoś problem: piotrolej@gmail.com