Pół serio

Złapałem dystans, rzuciłem palenie

Czyta się około: 5 minut

zdjęcie do artykułu

Bez Desmoxanu. Bez drakońskich wyrzeczeń. Miałem dwie ręce, dwie nogi, jedną zasmoloną gębę i świadomość, że przydałoby się odkleić od niej szluga. Gdyby nie zrządzenie losu, to teraz odpalałbym kolejnego.

Tadeusz, fajkę przerzuć

 

Z fajkami łączyła mnie toksyczna relacja.

 

Każdy palacz wikła się w nią bezwiednie. Każdy z początku wmawia sobie, że jara tylko na imprezach. Że ma pełną kontrolę. Że nie pali, bo musi, tylko lubi.

 

Nie jak ci uzależnieni. Widać ich na przystankach, w bramach, jak rozrywają paczkę trzęsącymi się łapami, a zamiast głębokiego oddechu wolą, gdy tytoniowa chmura siada im na płuco.

 

Coś okropnego.

 

Na szczęście my, ludzie świadomi, romantyzujemy uzależnienia ze znamienitym skutkiem.

 

Odczarujmy więc ten paskudny, duszno-miejski obrazek. Przenieśmy się do Cieszanowa – podkarpackiej wsi nieopodal Przemyśla. Tam mieszkał mój ś.p. Dziadek. To on zainspirował mnie do pierwszego, niewinnego buszka w wieku 6 lat.

 

Zawsze palił. Najpierw Popularne bez filtra, potem ukraińskie z przemytu. Raz rzucił, co polegało na tym, że z grubych szlugów przeszedł na cienkie. Niestety, pyrrusowe “zwycięstwo z nałogiem” nie szło w parze z zadowoleniem. Slimy nie sprawiały Dziadkowi przyjemności. Z drugiej strony pękał z dumy i często chełpił się zwycięstwem z używką. Kompletnie nie rozumiałem tej pokrętnej logiki, więc raz, widząc go z papierosem, powiedziałem mu z dziecięcym wyrzutem.

 

– Dziadku, Ty palisz!

 

Spojrzał na mnie uważnie i rzekł z rozbrajającą szczerością.

 

– Piotruś… przecież to nie jest papieros.

 

I tak kłamstwo stało się prawdą, a Dziadek zaszczepił we mnie niechęć do slimów. W późniejszych latach unikałem ich jak własnego ognia w kieszeni.

 

Jednocześnie rozbudził ochotę na „normalnego”. W moich pacholęcych oczach ten kawałek zmiętej bibułki wypełnionej sprasowanym tytoniem i wetknięty w kącik ust definiował męskość. Budował charakter. Sprawiał, że obok Dziadka nie dało się przejść obojętnie. Dzięki niemu był dobry, zły i brzydki. Jednocześnie.

 

Pewnego czerwcowego dnia wymknąłem się do ogrodu podczas poobiedniej sjesty. Z leśniczej kurtki Dziadka zdobionej mosiężnymi guzikami z wygrawerowanym polskim orłem (którą, notabene, mam do dziś w szafie) zawinąłem szluga w pakiecie z zapalniczką.

 

Dotąd sztukę zaciągania trenowałem przy pomocy lizaka. Sądziłem, że z prawdziwym petem będzie tak samo.

 

Myliłem się.

 

Dym drapał gardło, szczypał w oczy i cuchnął dorosłością w najgorszym wydaniu. Nie chciałem dojrzewać w taki sposób. Cisnąłem niedopałkiem o ziemię, zdeptałem go, zasypałem i wróciłem do domu z mocnym postanowieniem dożywotniej, nikotynowej wstrzemięźliwości.

 

I wytrwałem. Aż do pierwszej liceum.

 

 

Wszystko z dymem

 

13 miesięcy temu wylatywaliśmy na Sri Lankę, a mi leciał 16 rok palenia.

 

W rzucaniu fajek byłem krótkodystansowcem, działającym według sprawdzonego schematu. Przez pierwsze 5-10 dni dosłownie pękałem z dumy i zarażałem wszystkich chorobliwym entuzjazem eks-palacza wyzwolonego. U schyłku drugiego tygodnia moje głośne deklaracje cichły, a ja pogrążałem się w milczącej, wewnętrznej walce którą finalnie, między 15 a 25 dniem, oddawałem walkowerem.

 

Pamiętam, że raz doszło do totalnego absurdu, gdy paliłem po kryjomu, a innym mówiłem, że dalej się trzymam.

 

Byle by tylko uniknąć konfrontacji z nałogiem.

 

O wiele łatwiej wpleść go w codzienność. Na jej polu papierosy są niezwykle wdzięcznym instrumentarium. Wydobywają smak z porannej kawy, urozmaicają kluczowe sceny w ulubionym filmie, dodają koloru zachodzącemu słońcu. Słowem – przekształcają małe i większe rytuały w uroczyste ceremonie.

 

I kurewsko uzależniają.

 

A jednak na Sri Lance rzuciłem.

zdjęcie do artykułu

Źródło – AI

Rzuciłem dzięki tropikalnej pogodzie

 

Kiedy żar leje się z nieba, a powietrze ocieka wilgocią, to ochota na palenie również ulatuje. Nie twierdzę, że jaranie na siarczystym mrozie jest przyjemne, ale przynajmniej filtr nie ma konsystencji mokrej gąbki, gdy obejmujesz go nagimi wargami.

 

 

Rzuciłem dzięki wygórowanym cenom

 

Wszystko jest na sprzedaż, ale nie za wszystko trzeba i należy płacić. W moim przypadku takim towarem były lankijskie fajki o wartości 40 zł za paczkę. Niby nie jest to astronomiczna kwota, a jednak na tyle wysoka, że okazała się finansowym dealbreakerem.

 

 

Rzuciłem dzięki Dianie

 

Jako palaczka stricte okazjonalna ma to szczęście, że uzależnienie od szlugów jej nie grozi. Wykorzystywałem ten fakt w dość pokrętny sposób. Mianowicie, w chwilach głębokiego, tytoniowego kryzysu, agitowałem partnerkę do jawnego palenia w moim ścisłym towarzystwie. Zabrzmi to dziwnie, ale taki proceder sprawiał, że czułem, jakbym sam rozkoszował się dymkiem. Przyczyny takiego stanu rzeczy upatrywałbym chyba w naszej bliskości.

 

 

Rzuciłem dzięki appce

 

Nazywa się QuitNow. Działa na zasadzie zegara, odliczając dni, godziny i minuty od ostatniego peta. Dodatkowo pokazuje ile pieniędzy i zdrowia zaoszczędziło się poprzez niepalenie. Prosta, a zarazem niezwykle motywująca sprawa. Turbo polecam.

 

 

Rzuciłem dzięki benefitom

 

W pierwszych 3 miesiącach tak bardzo skupiałem się na niepaleniu, że wszystkie korzyści będące jego wynikiem spowijała siwa, gęsta mgła. A ja trzymałem gardę – na tyle szczelną, żeby żaden papieros się przez nią nie przebił. 

 

W pewnym momencie toksyczne opary rozstąpiły się, ukazując przyjemności, które latami wydawały mi się niekompletne bez papierosa. 

 

Mówię tu o kawie, która umila poranek. Malowniczym zachodzie słońca. Ulubionym drinku.

 

Tym rytuałom nie potrzeba ceremonialnego dymu. Same w sobie są wystarczająco przyjemne.

 

Kondycja i zdrowie również poszły na plus. Flegma, którą latami odrywałem od gardła, wyparowała. Serce nie wyskakuje z klatki piersiowej, ilekroć puszczam się w gwałtowny sprint za uciekającym tramwajem.

 

Natomiast z pieniędzmi jest trochę inaczej. Każdy, kto żegna się z paleniem i liczy na szczodry zastrzyk gotówki, może się zawieść.

 

 

Pełne kieszenie z pustym portfelem

 

Ostatnio w sklepie chciałem zapłacić cashem. Z przegródki, zamiast banknotu, wypadł filtr do papierosa.

 

Ten niewinny kawałek bawełny natychmiast uruchomił mechanizmy, z którymi rozprawiałem się przez ostatni rok. W mgnieniu oka silna wola zaczęła słabnąć, a mnie naszła niemożebna chęć zapalenia.

 

Więc zrobiłem to, co kiedyś na placu zabaw z lizakiem. Przyłożyłem filtr do ust i sztachnąłem się niewidzialnym dymem.

 

W dzieciństwie dodawał mi powagi. Sprawiał, że czułem się dorosły.

 

Tylko, że ja przecież dorosłem. I to już dawno temu.

 

Dlatego wyplułem filtr ze śmiechem. Wkładając ręce do kieszeni kurtki poczułem znajomy kształt.

 

W środku kryły się dwie zapalniczki.

 

Pusty portfel i pełne kieszenie. Oto bilans osoby niepalącej.

 

A pieniądze? One nigdy nie były celem.

 

Tylko dystans. Więcej dystansu, człowieku.

zdjęcie do artykułu

Źródło – własne

Data publikacji: 05.02.2026

skopiowano do schowka
zdjęcie autora

Autor

Piotr Olejnik

Chcesz coś dodać?

Proszę bardzo 👇

oj coś nie pykło..., spróbuj jeszcze raz lub zgłoś problem: piotrolej@gmail.com

Pół serio

czyta się 5 minut

Złapałem dystans, rzuciłem palenie

zdjęcie do artykułu

Źródło – własne

Bez Desmoxanu. Bez drakońskich wyrzeczeń. Miałem dwie ręce, dwie nogi, jedną zasmoloną gębę i świadomość, że przydałoby się odkleić od niej szluga. Gdyby nie zrządzenie losu, to teraz odpalałbym kolejnego.

Tadeusz, fajkę przerzuć

 

Z fajkami łączyła mnie toksyczna relacja.

 

Każdy palacz wikła się w nią bezwiednie. Każdy z początku wmawia sobie, że jara tylko na imprezach. Że ma pełną kontrolę. Że nie pali, bo musi, tylko lubi.

 

Nie jak ci uzależnieni. Widać ich na przystankach, w bramach, jak rozrywają paczkę trzęsącymi się łapami, a zamiast głębokiego oddechu wolą, gdy tytoniowa chmura siada im na płuco.

 

Coś okropnego.

 

Na szczęście my, ludzie świadomi, romantyzujemy uzależnienia ze znamienitym skutkiem.

 

Odczarujmy więc ten paskudny, duszno-miejski obrazek. Przenieśmy się do Cieszanowa – podkarpackiej wsi nieopodal Przemyśla. Tam mieszkał mój ś.p. Dziadek. To on zainspirował mnie do pierwszego, niewinnego buszka w wieku 6 lat.

 

Zawsze palił. Najpierw Popularne bez filtra, potem ukraińskie z przemytu. Raz rzucił, co polegało na tym, że z grubych szlugów przeszedł na cienkie. Niestety, pyrrusowe “zwycięstwo z nałogiem” nie szło w parze z zadowoleniem. Slimy nie sprawiały Dziadkowi przyjemności. Z drugiej strony pękał z dumy i często chełpił się zwycięstwem z używką. Kompletnie nie rozumiałem tej pokrętnej logiki, więc raz, widząc go z papierosem, powiedziałem mu z dziecięcym wyrzutem.

 

– Dziadku, Ty palisz!

 

Spojrzał na mnie uważnie i rzekł z rozbrajającą szczerością.

 

– Piotruś… przecież to nie jest papieros.

 

I tak kłamstwo stało się prawdą, a Dziadek zaszczepił we mnie niechęć do slimów. W późniejszych latach unikałem ich jak własnego ognia w kieszeni.

 

Jednocześnie rozbudził ochotę na „normalnego”. W moich pacholęcych oczach ten kawałek zmiętej bibułki wypełnionej sprasowanym tytoniem i wetknięty w kącik ust definiował męskość. Budował charakter. Sprawiał, że obok Dziadka nie dało się przejść obojętnie. Dzięki niemu był dobry, zły i brzydki. Jednocześnie.

 

Pewnego czerwcowego dnia wymknąłem się do ogrodu podczas poobiedniej sjesty. Z leśniczej kurtki Dziadka zdobionej mosiężnymi guzikami z wygrawerowanym polskim orłem (którą, notabene, mam do dziś w szafie) zawinąłem szluga w pakiecie z zapalniczką.

 

Dotąd sztukę zaciągania trenowałem przy pomocy lizaka. Sądziłem, że z prawdziwym petem będzie tak samo.

 

Myliłem się.

 

Dym drapał gardło, szczypał w oczy i cuchnął dorosłością w najgorszym wydaniu. Nie chciałem dojrzewać w taki sposób. Cisnąłem niedopałkiem o ziemię, zdeptałem go, zasypałem i wróciłem do domu z mocnym postanowieniem dożywotniej, nikotynowej wstrzemięźliwości.

 

I wytrwałem. Aż do pierwszej liceum.

 

 

Wszystko z dymem

 

13 miesięcy temu wylatywaliśmy na Sri Lankę, a mi leciał 16 rok palenia.

 

W rzucaniu fajek byłem krótkodystansowcem, działającym według sprawdzonego schematu. Przez pierwsze 5-10 dni dosłownie pękałem z dumy i zarażałem wszystkich chorobliwym entuzjazem eks-palacza wyzwolonego. U schyłku drugiego tygodnia moje głośne deklaracje cichły, a ja pogrążałem się w milczącej, wewnętrznej walce którą finalnie, między 15 a 25 dniem, oddawałem walkowerem.

 

Pamiętam, że raz doszło do totalnego absurdu, gdy paliłem po kryjomu, a innym mówiłem, że dalej się trzymam.

 

Byle by tylko uniknąć konfrontacji z nałogiem.

 

O wiele łatwiej wpleść go w codzienność. Na jej polu papierosy są niezwykle wdzięcznym instrumentarium. Wydobywają smak z porannej kawy, urozmaicają kluczowe sceny w ulubionym filmie, dodają koloru zachodzącemu słońcu. Słowem – przekształcają małe i większe rytuały w uroczyste ceremonie.

 

I kurewsko uzależniają.

 

A jednak na Sri Lance rzuciłem.

zdjęcie do artykułu

Źródło – AI

Rzuciłem dzięki tropikalnej pogodzie

 

Kiedy żar leje się z nieba, a powietrze ocieka wilgocią, to ochota na palenie również ulatuje. Nie twierdzę, że jaranie na siarczystym mrozie jest przyjemne, ale przynajmniej filtr nie ma konsystencji mokrej gąbki, gdy obejmujesz go nagimi wargami.

 

 

Rzuciłem dzięki wygórowanym cenom

 

Wszystko jest na sprzedaż, ale nie za wszystko trzeba i należy płacić. W moim przypadku takim towarem były lankijskie fajki o wartości 40 zł za paczkę. Niby nie jest to astronomiczna kwota, a jednak na tyle wysoka, że okazała się finansowym dealbreakerem.

 

 

Rzuciłem dzięki Dianie

 

Jako palaczka stricte okazjonalna ma to szczęście, że uzależnienie od szlugów jej nie grozi. Wykorzystywałem ten fakt w dość pokrętny sposób. Mianowicie, w chwilach głębokiego, tytoniowego kryzysu, agitowałem partnerkę do jawnego palenia w moim ścisłym towarzystwie. Zabrzmi to dziwnie, ale taki proceder sprawiał, że czułem, jakbym sam rozkoszował się dymkiem. Przyczyny takiego stanu rzeczy upatrywałbym chyba w naszej bliskości.

 

 

Rzuciłem dzięki appce

 

Nazywa się QuitNow. Działa na zasadzie zegara, odliczając dni, godziny i minuty od ostatniego peta. Dodatkowo pokazuje ile pieniędzy i zdrowia zaoszczędziło się poprzez niepalenie. Prosta, a zarazem niezwykle motywująca sprawa. Turbo polecam.

 

 

Rzuciłem dzięki benefitom

 

W pierwszych 3 miesiącach tak bardzo skupiałem się na niepaleniu, że wszystkie korzyści będące jego wynikiem spowijała siwa, gęsta mgła. A ja trzymałem gardę – na tyle szczelną, żeby żaden papieros się przez nią nie przebił. 

 

W pewnym momencie toksyczne opary rozstąpiły się, ukazując przyjemności, które latami wydawały mi się niekompletne bez papierosa. 

 

Mówię tu o kawie, która umila poranek. Malowniczym zachodzie słońca. Ulubionym drinku.

 

Tym rytuałom nie potrzeba ceremonialnego dymu. Same w sobie są wystarczająco przyjemne.

 

Kondycja i zdrowie również poszły na plus. Flegma, którą latami odrywałem od gardła, wyparowała. Serce nie wyskakuje z klatki piersiowej, ilekroć puszczam się w gwałtowny sprint za uciekającym tramwajem.

 

Natomiast z pieniędzmi jest trochę inaczej. Każdy, kto żegna się z paleniem i liczy na szczodry zastrzyk gotówki, może się zawieść.

 

 

Pełne kieszenie z pustym portfelem

 

Ostatnio w sklepie chciałem zapłacić cashem. Z przegródki, zamiast banknotu, wypadł filtr do papierosa.

 

Ten niewinny kawałek bawełny natychmiast uruchomił mechanizmy, z którymi rozprawiałem się przez ostatni rok. W mgnieniu oka silna wola zaczęła słabnąć, a mnie naszła niemożebna chęć zapalenia.

 

Więc zrobiłem to, co kiedyś na placu zabaw z lizakiem. Przyłożyłem filtr do ust i sztachnąłem się niewidzialnym dymem.

 

W dzieciństwie dodawał mi powagi. Sprawiał, że czułem się dorosły.

 

Tylko, że ja przecież dorosłem. I to już dawno temu.

 

Dlatego wyplułem filtr ze śmiechem. Wkładając ręce do kieszeni kurtki poczułem znajomy kształt.

 

W środku kryły się dwie zapalniczki.

 

Pusty portfel i pełne kieszenie. Oto bilans osoby niepalącej.

 

A pieniądze? One nigdy nie były celem.

 

Tylko dystans. Więcej dystansu, człowieku.

Źródło – własne

Data publikacji: 05.02.2026

skopiowano do schowka

Autor

Piotr Olejnik

Chcesz coś dodać?

Proszę bardzo 👇

oj coś nie pykło..., spróbuj jeszcze raz lub zgłoś problem: piotrolej@gmail.com